Równo tydzień temu wraz z moimi przyjaciółmi Pauliną, Anią i Michałem ruszyliśmy na Wielka Sowę rowerami. Okazja była dobra, ponieważ ksiądz od nas z parafii odprawiam mszę w kapliczce na szczycie. Dotarcie na mszę było głównym naszym celem.
Spotkaliśmy się jak poprzednimi dwoma razami u Pauliny i ruszyliśmy w drogę. Nasze po 2 kółka skierowaliśmy w kierunku Zalewu Witoszówka, jadąc dalej na Bystrzycę Dolną. Tu jednak dopadła nas mała awaria w postaci zaklinowania się łańcucha.
Po poradzeniu sobie z awarią ruszyliśmy dalej, ja i Paulina wysunęliśmy się do przodu a Michał i Ania zostali trochę w tyle. Tak minęliśmy rozmawiając ze sobą Burkatów i poczekaliśmy z Pauliną na resztę na moście w Bystrzycy Górnej.
Dalsza droga przebiegała oczywiście dalej przez Bystrzycę Górną i Lubachów. Znów się lekko rozdzieliliśmy i jechaliśmy w parach. Tu też muszę wyrazić podziw dla Pauliny, która dość ostro pracowała na podjeździe do Zagórza. Na tych przełożeniach przerzutek ja 5 razy bym się zastanawiał, czy nie wprowadzać. Na górze przy przejeździe kolejowym oczywiście poczekaliśmy na pozostałych członków naszej "rowerowej pielgrzymki".
Dalsza droga przebiegała przez Zagórze, a w Jugowicach skręciliśmy na Walim. W Jugowicach zaczęła się trasa pod górę, która z przerwami towarzyszyła nam aż do szczytu. Tak dotarliśmy do Walimia.
Tu w wyniku mojej drobnej pomyłki skręciliśmy jedną ulicę za wcześnie. Dojechaliśmy prawie do Glinna omijając Przełęcz Walimską i oddalając się od celu. W związku z tym zjechaliśmy na drogę leśną i nią przejeżdżając w międzyczasie także przez łąki dotarliśmy pod ambonę myśliwską. W międzyczasie zadzwoniliśmy do księdza Wojtka z prośbą, by troszkę opóźnił mszę.
Pod Amboną droga się skończyła, a my przedzieraliśmy się przez gęste iglaki prawie na przełaj. zaraz za nimi trafiliśmy na kolejną drogę, która poprowadziła nas już do Przełęczy Walimskiej. Od przełęczy natomiast prowadząc rowery i czasem na nich jadąc tam gdzie było można, dotarliśmy na szczyt. Po drodze ludzie dali nam znać, ze ksiądz czeka na rowerzystów, którzy mówili, że są w drodze (to chyba o nas!).
Po jakiś 40 minutach na szlaku znaleźliśmy się na szczycie. Jak się okazało, było to już w trakcie kazania. Ksiądz nie mógł czekać dłużej jak 20 minut i zaczął.
Po mszy usiedliśmy przy jednym ze stolików na szczycie. Dołączył do nas Wojtek. od rozmowy w pewnym momencie przeszliśmy do konkurowania w ćwiczeniach kalistenicznych. Zaczęło się od pompek, potem brzuszki, a potem tricepsy. Okazałem się najsłabszy z naszej trójki mężczyzn.
Po długim fajnie spędzonym czasie ruszyliśmy przez Małą Sowę na Przełęcz Sokolą. Na niej rozstaliśmy się z Wojtkiem, który zostawił swój samochód w Sierpnicy. Popędziliśmy w dół przez Rzeczkę zatrzymując się na chwile w Walimiu. Tu zmieniły się trochę pary i ja jechałem z Michałem, a dziewczyny razem. Poczekaliśmy na nie w Jugowicach na skrzyżowaniu.
Z Jugowic dalej jechaliśmy w parach. Mnie i Michała wzięło na wyścigi, ale tym razem to ja byłem górą. Na dziewczyny poczekaliśmy w Lubachowie na przystanku pod tamą. Stąd już pojechaliśmy razem do Świdnicy. po drodze minął nas Wojtek.
Tą samą drogą co jechaliśmy dojechaliśmy do Pauliny. Tu na zakończenie warto zwrócić na coś uwagę. jak możesz jechać z przyjaciółmi gdziekolwiek, to z nimi jedź. To na pewno zawsze będzie owocne, a przy okazji jest to pożytecznie spędzony czas.
[PR]
niedziela, 26 czerwca 2016
piątek, 24 czerwca 2016
wspomnienia z Biegu Gladiatora
Jedną z ciekawszych imprez sportowych w których brałem udział był Bieg Gladiatora. Impreza odbywała się w Bielawie nad zbiornikiem TKKF Sudety, oraz na terenie nieczynnej fabryki Bielbaw. Był to bieg surwiwalowy z dużą ilością przeszkód.
W biegu startowałem reprezentując Szkołę Walki Drwala. Byłem jednym z siedmiu zawodników startujących z SWD. W ramach przygotowań dużo uwagi poświęciłem kalistenice i przede wszystkim na nią uczęszczałem na treningi. Dała mi dobre przygotowanie siłowe pod kątem biegu.
11 czerwca pojechałem do Bielawy, by o 11:20 wystartować w piątej serii biegu. Sam start był z dymem, organizatorzy odpalali w czasie startu świece dymne. Dalej trasa prowadziła przez coś a la bunkier, między wałami na pole. Tam znajdował się stóg siana, który trzeba było przebyć.
Dalej ciekawszymi przeszkodami były pies (barierki, które trzeba było pokonać górą, lub dołem), i potwór (3,5 metrowa pochyła ściana, której nie dałem rady). Dobrze też bawiłem się w namiocie, który okazał się mocną hasz- komorą. Dalej do pokonania były samochody. W sumie moim marzeniem z lat młodzieńczych było poskakać po samochodach i tu w końcu mogłem sobie na to pozwolić.
Dalsze przeszkody tez były ciekawie wymyślone. Można było pobiegać z workiem, poczołgać się w błocie w rowie melioracyjnym, czy powalczyć w wałami. To co pobrudziło się w błocie, czyli buty i kolana niedługo umyły się podczas biegu w rzece. Dość wymagająca w tym odcinku przeszkodą był beg około 500 metrów z workiem. Tu złapała mnie kolka, która towarzyszyła mi do mety. Dalej jednak coraz bliżej było BielBawu.
Przed wbiegnięciem na halę trzeba było jeszcze wyprowadzić psa na spacer. Pies okazał sie być betonowym blokiem, który trzeba było ciągnąć na sznurku. Same podziemia zakładu było dość fajne, ale nie aż tak imponujące, jak można to było sobie wyobrazić. Za podziemiami było wspinanie się po linie. To była druga z trzech przeszkód, z którymi sobie nie poradziłem.
Niedaleko za wspinaczka po linach był punkt nawodnienia, i tuż za punktem pomyliłem drogę. po dostaniu sie na wał jeziora zobaczyłem, ze pobiegłem nie tędy. Trzeba było wrócić i biec dalej trasą pokonując proste przeszkody i kilka razy wpadając do rowu melioracyjnego.
Na wale jedna z przeszkód był omnibus. Grupa licealistów zadawała pytanie z wiedzy ogólnej Na pytanie o rozwinięcie skrótu PKB odpowiedziałem poprawnie i pobiegłem dalej.
W okolic plaży znów było mocne zatrzęsienie przeszkód. Zrobił się z lekka park linowy. Następnie ciekawszymi przeszkodami był bieg z oponą, czołganie się pod koparką i pod drutem kolczastym. Połowę trasy pod drutem przeturlałem się.
Zostały jeszcze zabawy w wodzie w postaci begu z kawałkiem brzozy i biegu przez wodę. Po tym trafiła się ostatnia przeszkoda której nie podołałem. Była to pionowa 2,5 metrowa ściana. niestety byłem już na tyle mokry, że się na niej tylko ślizgałem.
Dalej jeszcze był tarzan nad dziurą z wodą, skok przez ognisko i po oponach zmierzałem do muru z futbolistów. Chciałem któregoś obalić, jak mnie na treningach uczyli, ale za szybko przepuszczali, lub w ogóle nie podejmowali się zatrzymania.
Tak dobiegłem z czasem prawie 1:15 na metę. Bieg nie był męczący, a dodatkowo okazał sie doskonałą zabawą. Jako zespół zajęliśmy 11 miejsce. Indywidualnie byłem gdzieś bardzo daleko. Jednak nie jest to istotne. Cel, czyli dobra zabawa zostały osiągnięte. Mam nadzieje wystartować w przyszłym roku.
[PR]
W biegu startowałem reprezentując Szkołę Walki Drwala. Byłem jednym z siedmiu zawodników startujących z SWD. W ramach przygotowań dużo uwagi poświęciłem kalistenice i przede wszystkim na nią uczęszczałem na treningi. Dała mi dobre przygotowanie siłowe pod kątem biegu.
11 czerwca pojechałem do Bielawy, by o 11:20 wystartować w piątej serii biegu. Sam start był z dymem, organizatorzy odpalali w czasie startu świece dymne. Dalej trasa prowadziła przez coś a la bunkier, między wałami na pole. Tam znajdował się stóg siana, który trzeba było przebyć.
Dalej ciekawszymi przeszkodami były pies (barierki, które trzeba było pokonać górą, lub dołem), i potwór (3,5 metrowa pochyła ściana, której nie dałem rady). Dobrze też bawiłem się w namiocie, który okazał się mocną hasz- komorą. Dalej do pokonania były samochody. W sumie moim marzeniem z lat młodzieńczych było poskakać po samochodach i tu w końcu mogłem sobie na to pozwolić.
Dalsze przeszkody tez były ciekawie wymyślone. Można było pobiegać z workiem, poczołgać się w błocie w rowie melioracyjnym, czy powalczyć w wałami. To co pobrudziło się w błocie, czyli buty i kolana niedługo umyły się podczas biegu w rzece. Dość wymagająca w tym odcinku przeszkodą był beg około 500 metrów z workiem. Tu złapała mnie kolka, która towarzyszyła mi do mety. Dalej jednak coraz bliżej było BielBawu.
Przed wbiegnięciem na halę trzeba było jeszcze wyprowadzić psa na spacer. Pies okazał sie być betonowym blokiem, który trzeba było ciągnąć na sznurku. Same podziemia zakładu było dość fajne, ale nie aż tak imponujące, jak można to było sobie wyobrazić. Za podziemiami było wspinanie się po linie. To była druga z trzech przeszkód, z którymi sobie nie poradziłem.
Niedaleko za wspinaczka po linach był punkt nawodnienia, i tuż za punktem pomyliłem drogę. po dostaniu sie na wał jeziora zobaczyłem, ze pobiegłem nie tędy. Trzeba było wrócić i biec dalej trasą pokonując proste przeszkody i kilka razy wpadając do rowu melioracyjnego.
Na wale jedna z przeszkód był omnibus. Grupa licealistów zadawała pytanie z wiedzy ogólnej Na pytanie o rozwinięcie skrótu PKB odpowiedziałem poprawnie i pobiegłem dalej.
W okolic plaży znów było mocne zatrzęsienie przeszkód. Zrobił się z lekka park linowy. Następnie ciekawszymi przeszkodami był bieg z oponą, czołganie się pod koparką i pod drutem kolczastym. Połowę trasy pod drutem przeturlałem się.
Zostały jeszcze zabawy w wodzie w postaci begu z kawałkiem brzozy i biegu przez wodę. Po tym trafiła się ostatnia przeszkoda której nie podołałem. Była to pionowa 2,5 metrowa ściana. niestety byłem już na tyle mokry, że się na niej tylko ślizgałem.
Dalej jeszcze był tarzan nad dziurą z wodą, skok przez ognisko i po oponach zmierzałem do muru z futbolistów. Chciałem któregoś obalić, jak mnie na treningach uczyli, ale za szybko przepuszczali, lub w ogóle nie podejmowali się zatrzymania.
Tak dobiegłem z czasem prawie 1:15 na metę. Bieg nie był męczący, a dodatkowo okazał sie doskonałą zabawą. Jako zespół zajęliśmy 11 miejsce. Indywidualnie byłem gdzieś bardzo daleko. Jednak nie jest to istotne. Cel, czyli dobra zabawa zostały osiągnięte. Mam nadzieje wystartować w przyszłym roku.
[PR]
czwartek, 23 czerwca 2016
Po co właściwie biegamy
Często jak biegam, to spotykam ludzi. Jedni trochę ironicznie patrzą na to co robię, "bo jak ktoś mojej postury może biegać". Inni z kolei patrzą z pewnym podziwem. czasem można usłyszeć coś śmiesznego, czasem ktoś dopinguje. Jednak powstaje w głowie takie pytanie. Po co ja właściwie biegam? Powodów biegania jest wiele, ale warto kilka z nich przytoczyć.
Jedni mówią, ze biegają dla zdrowia. Co jednak przez to można rozumieć? Nie zawsze bieganie jest zdrowe. Zależy to od wielu czynników. Jednak większość tych czynników przemawia za uprawianiem tego sportu. Fakt jest taki, że w połączeniu z odpowiednią dietą bieganie pomoże zrzucić nadwagę. Zapobiegnie dzięki temu wielu chorobom, a u części z nich zmniejszy ryzyko. przykładami takiego podejścia może być cukrzyca. Ludzie, którzy są chudzi są mniej narażeni na tą chorobę.
Bieganie jest dobra formą sprawdzenia swojej silnej woli. Dzięki temu czasem tworzą się ciekawe rywalizacje między znajomymi, co prowadzi do dość ciekawej zabawy. Dzięki temu tworzy się też sport wyczynowy, ponieważ każdy kolejny start w zawodach, każde kolejne przebiegniecie danego dystansu, każdy lepszy czas, czy wynik jest także próbą charakteru.
Szukając towarzystwa także warto założyć buty do biegania i ruszyć się z domu. Jest to popularny sport uprawiany przez amatorów. Na ulicach można spotkać pełno ludzi. Jest to nawet kolejna możliwość nawiązywania głębszych więzi międzyludzkich. Warto zaznaczyć, że ludzie którzy ćwiczą, często są dość atrakcyjni. Poza tym większość biegaczy na prawdę bardzo fajnie sie do siebie odnosi. Czemu więc nie korzystać z przywileju znalezienia się w ciekawym gronie ludzi biegających.
Ważną kwestią i motywacją jest także samopoczucie. Podczas długiego intensywnego wysiłku wydzielają się endorfiny. Dzięki temu biegacz czuje się szczęśliwy, a bieganie po niedługim czasie sprawia mu tylko przyjemność.Warto więc pójść w tą stronę lecząc swoje melancholie, a nawet depresje.
Jest wiele powodów pobocznych, aby biegać. Nie ma co jednak nad nimi się rozwlekać. Wynikają one z tego, co tu napisałem. Czy nie jest to dobra motywacja?
[PR]
Jedni mówią, ze biegają dla zdrowia. Co jednak przez to można rozumieć? Nie zawsze bieganie jest zdrowe. Zależy to od wielu czynników. Jednak większość tych czynników przemawia za uprawianiem tego sportu. Fakt jest taki, że w połączeniu z odpowiednią dietą bieganie pomoże zrzucić nadwagę. Zapobiegnie dzięki temu wielu chorobom, a u części z nich zmniejszy ryzyko. przykładami takiego podejścia może być cukrzyca. Ludzie, którzy są chudzi są mniej narażeni na tą chorobę.
Bieganie jest dobra formą sprawdzenia swojej silnej woli. Dzięki temu czasem tworzą się ciekawe rywalizacje między znajomymi, co prowadzi do dość ciekawej zabawy. Dzięki temu tworzy się też sport wyczynowy, ponieważ każdy kolejny start w zawodach, każde kolejne przebiegniecie danego dystansu, każdy lepszy czas, czy wynik jest także próbą charakteru.
Szukając towarzystwa także warto założyć buty do biegania i ruszyć się z domu. Jest to popularny sport uprawiany przez amatorów. Na ulicach można spotkać pełno ludzi. Jest to nawet kolejna możliwość nawiązywania głębszych więzi międzyludzkich. Warto zaznaczyć, że ludzie którzy ćwiczą, często są dość atrakcyjni. Poza tym większość biegaczy na prawdę bardzo fajnie sie do siebie odnosi. Czemu więc nie korzystać z przywileju znalezienia się w ciekawym gronie ludzi biegających.
Ważną kwestią i motywacją jest także samopoczucie. Podczas długiego intensywnego wysiłku wydzielają się endorfiny. Dzięki temu biegacz czuje się szczęśliwy, a bieganie po niedługim czasie sprawia mu tylko przyjemność.Warto więc pójść w tą stronę lecząc swoje melancholie, a nawet depresje.
Jest wiele powodów pobocznych, aby biegać. Nie ma co jednak nad nimi się rozwlekać. Wynikają one z tego, co tu napisałem. Czy nie jest to dobra motywacja?
[PR]
środa, 22 czerwca 2016
Coś się kończy i coś się zaczyna, czyli kontynuacja
Są czegoś początki i końce. Koniec czegoś akurat tutaj będzie piczatkiem, a raczej kontynuacją czegoś ciekawego, ale z pewnymi dodatkami. Tak oto postanowiłem przestać bloogowac, a zacząć blokować, czyli przenieść swojego bloga na bardziej znaną platformę blogerska, czyli blogspot.
O czym pisałem i o czym będę pisał? Będzie o sporcie i rekreacji. Będą też czasem niewielkie wstawki, jak choćby zbliżające się Światowe Dni Młodzieży. Jednak głównym tematem będzie uprawianie sportu u amatorów, moje przeżycia sportowe i rekomendowane przeze mnie miejsca. Wszystko o czym będę pisał, będą rzeczami do których się stosuję.
Jak już pisałem, będzie to kontynuacja. Będę kontynuował mojego poprzedniego bloga. Nie będę jednak jego treści przenosił tutaj. Dlatego jeśli chcesz drogi czytelniku zobaczyć o czym pisałem, to zapraszam na pogodzinach-pracy.bloog.pl
Życzę miłego czytania
[PR]
O czym pisałem i o czym będę pisał? Będzie o sporcie i rekreacji. Będą też czasem niewielkie wstawki, jak choćby zbliżające się Światowe Dni Młodzieży. Jednak głównym tematem będzie uprawianie sportu u amatorów, moje przeżycia sportowe i rekomendowane przeze mnie miejsca. Wszystko o czym będę pisał, będą rzeczami do których się stosuję.
Jak już pisałem, będzie to kontynuacja. Będę kontynuował mojego poprzedniego bloga. Nie będę jednak jego treści przenosił tutaj. Dlatego jeśli chcesz drogi czytelniku zobaczyć o czym pisałem, to zapraszam na pogodzinach-pracy.bloog.pl
Życzę miłego czytania
[PR]
Subskrybuj:
Posty (Atom)